Anegdotka o wężu

Historia wydarzyła się koleżance. Dziewczyna hodowała pytona (pytony nie maja kłów jadowych, czy jak tam to się nazywa) . Wąż był już dość spory i nie trzymała go w żadnym specjalnym terrarium tylko luzem w mieszkaniu. Wąż snuł się w po domu, wylegiwał na meblach i parapetach.

Ale pewnego dnia przestał jeść. Po kilku dniach jego głodówki zaniepokojona właścicielka zabrała go do weterynarza. Ten obejrzał i powiedział, że wygląda na zdrowego. Koleżanka zabrała go do chaty, ale sytuacja jeszcze przez kilka dni się utrzymywała - dalej nie jadł. Pewnej nocy obudziła się i zobaczyła go obok siebie na łóżku swojego węża wyciągniętego wzdłuż niej jak kij od miotły. W pierwszej chwili przestraszyła się, że zdechł, ale okazało się, że żyje.

Następnego dnia zabrała go znowu do weterynarza i opowiedziała, ze dalej nie je, a poza tym wspomniała o dziwnej sytuacji w nocy. Dzięki wyjaśnieniom weterynarza okazało się, że pytony właśnie w taki sposób mierzą czy są wystarczająco długie, żeby połknąć swoją ofiarę. : ) Łatwo się domyśleć, dlaczego przestał jeść...

Dodał: anonim

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (51) 2008-08-06

W tramwaju...

Moja współlokatorka jechała tramwajem we Wrocławiu. W tramwaju siedział czarnoskóry student i na widok wsiadającej kobiety w widocznej ciąży wstał, żeby ustąpić jej miejsca. Nie zdążył jej jeszcze poprosić żeby usiadła, a sytuacje już wykorzystał jakiś stary moherowy beret. Na to student obrócił się, podchodzi do baby i mówi:
- Przepraszam, ale ja ustąpiłem miejsca tamtej Pani.
I pokazuje na kobietę w ciąży. Babka podnosi wzrok i mówi z pogardą:
- W moim kraju, to się ustępuje miejsca takim ludziom jak ja.
A on na to:
- A w moim kraju takich ludzi jak Pani to się zjada : )

Dodał: Kamil_K

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (33) 2008-08-06

Escape room

Cała sytuacja wydarzyła się już jakiś czas temu. Pracowałem wówczas jako mistrz gry w jednym z Wrocławskich Escape Roomów. Krótkie wyjaśnienie dla niewtajemniczonych co to jest Escape room. W skrócie chodzi o to, że grupa znajomych jest zamykania w pokoju i ich zadaniem jest wydostanie się z tego pokoju rozwiązują logiczne zagadki. Do sedna? Miejsce akcji Escape room Wrocław. W tamtym czasie pokój przed grą przygotowywaliśmy w dwie osoby. Sam pokój był ciemny (jedyne światło to kilka świec). Jednak aby przygotować wszystkie zagadki musieliśmy coś widzieć, dlatego zawsze przygotowując pokój otwieraliśmy okno. Oczywiście musieliśmy zadbać o to aby gracze nie mogli tego okna otworzyć bo to psułoby cały klimat pokoju. Dlatego zawsze po zamknięciu okna dbaliśmy o to aby wyciągnąć z niego klamkę. Tego dnia obsługiwaliśmy grupę, która w Escape roomie była po raz pierwszy, dwie osoby chłopak z dziewczyną. Gdy ja wyjaśniałem gościom zasady gry, kolega kończył jeszcze przygotowywanie zagadek. Gdy grupa była już gotowa by zacząć grę, wręczyłem im opaski i kazałem zasłonić oczy. Gracze od tej pory nic nie widzą i są przekonani, że w escape roomie jesteśmy tylko ja i oni (kolegi nie widzieli bo przygotowywał zagadki w zamkniętym pokoju). Otwieram pokój i wprowadzam graczy do środka. W tym pokoju początek gry wyglądał tak, że przykuwaliśmy graczy łańcuchami do stołu i ich pierwszym zadaniem było uwolnić sobie ręce. A więc przykułem dziewczynę, przykułem chłopaka i w zasadzie wszystko wydaje się być gotowe aby rozpocząć grę. W pokoju cały czas jest kolega który szykował zagadki jednak gracze nie zdają sobie z tego sprawy ponieważ mają zasłonięte oczy. Mam już życzyć graczom powodzenia i wyjść z pokoju, ale przypomniało mi się jeszcze o tym oknie i chciałem się upewnić, że nie została tam klamka. Pytam więc kolegi "masz klamkę?" a on niskim głosem odpowiada "mam!". W tym momencie chłopak zaczyna się szarpać w tych łańcuchach i krzyczeć, że nie wie co się dzieje ale on nic nie zrobił i mamy ich wypuścić. Krzyczy, że mówił w domu gdzie idzie więc nie ujdzie nam to na sucho itd. Nie rozumieliśmy o co mu chodzi. Dopiero po zdjęciu mu opaski i chwili spokojnej rozmowy okazało się, że chłopak siedzący w tej opasce na wiedział co się dokładnie dzieje i myślał, że mówiąc klamka mam na myśli pistolet a ten cały escape room to tylko przykrywka, żeby ich zwabić i zrobić im coś złego. O to taka sytuacja dokładnie było to w tym Escape roomie Alchemik czy szarlatan?

Dodał: karol

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (0) 2018-04-12

sztachety

Historia owa wydarzyła się 3 lata temu, tj. roku pańskiego 2005 w okresie wakacji w małej wiosce pod Ostrzeszowem – Zawadach. Zostaliśmy zaproszeni razem z kumplami na ognisko do Her Gajowego. Owa okolica słynęła z nieprzyjaznych gospodarzy, ale nieprzerażeni tym faktem ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca na owe ognisko, w końcu znaleźliśmy upragnione miejsce na skraju dwóch wiosek Zawady/Skrzynki. Do godziny 23.00 wszystko przebiegało okej, picie, zabawa, śmiechy-chihy, około godziny 24.00 zaczęły się schodzić miejscowe typki, przez parę chwil wydawało się być miło, pogadaliśmy trochę choć ich iloraz inteligencji nie był wyższy niż rezusa madagaskarskiego. Po jakimś czasie ja (krzaku) wraz z brydżerem postanowiliśmy się udać na zasłużony spoczynek, do kolegi gajowego, spotkała nas smutna informacja, gdyż musieliśmy spać w oborze…

Około godziny 1.00 dostajemy sms-a – „chodźcie szybko bo nas biją”. Nie zwlekaliśmy długo i wybiegliśmy wraz z brydżeram zerwani z błogiego letargu wprost w stronę ogniska…

Ubiegliśmy jakieś 200 m gdy naprzeciw nas ukazały się sylwetki naszych znajomych,, którzy już z daleka krzyczeli do nas – „biją nas skur*wiele”… po krótkiej konwersacji wywnioskowaliśmy, że dobrze nie jest. Postanowiliśmy, a w zasadzie rachu postanowił, że weźmiemy odwet na typach… u miejscowego sołtysa, płot zdobiły, na wskroś okazałe sztachety, stały się one naszym celem, brydżer i rachu wyrwali po 1,5 m sztachecie, i wszyscy ruszyliśmy spuścic łomot, miejscowym najeźdźcom… nagle spotkaliśmy na swojej drodze owych typków… nasi chłopcy mocno zdeterminowani wystartowali do owych niedorozwojów, jednak tamci mieli silne argumenty: „eeee gdzie wy na nas ze sztachetami”… nasi wyrozumiali i spacyfikowani totalnie, postanowili odłożyć nasz jedyny argument czyli sztachety… akcja przybrała tak nieoczekiwany bieg, że sami do końca nie wiedzieliśmy co się stało, owe niedorozwoje (szkoła zawodowa/roszczep wargi) podniosły sztachety i rzuciły się na nas. Wtedy już wiedzieliśmy, że jesteśmy przegrani, rachu wdał się jeszcze w walkę w parterze. Brydżer oberwawszy w noge zacząl spier*dalać równo z nami… w międzyczasie wojpol zaplanował nam drogę ucieczki, okazał się doskonałym strategiem, bo szybciej pokazał niż my zdarzyliśmy pomyśleć… cały piaskowy plan skończył się naszym 15 minutowym pobycie w miejscowym życie, które okazało się naszym jedynym schronieniem przed oprychami….

Choć minęły 3 lata dochodzą nas słuchy, że nadal jesteśmy na celowniku owych typów… Morał z tego prosty, nigdy nie oddawaj swojego karabinu na wojnie przeciwnikowi, bo może go użyć przeciwko tobie…

Dodał: Krzaku

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (12) 2008-08-27

Skrzydełka Wieprzowe

Napisała mi to moja koleżanka:
"Mnie kiedyś mama nabrała żebym odeszła od telefonu : miałam iść do sklepu po skrzydełka wieprzowe dopiero pani w kasie mi uświadomiła że czegoś takiego nie ma...."

Dodał: Izia dla Nadi

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (3) 2017-02-26