Dziwny traf

Dziwny traf chcial zebym akurat dzisiaj przeczytal wasze komentarze, akurat dzien po podobnej historii. Mieszkam w malej miejscowosci na mazowszu, miedzy przasnyszem a pultuskiem. Mieszkam na parterze w bloku i mam malego psa, ratlerka. Bardzo fajny piesek, madry i wogole cacy.

Wczoraj lezalem sobie na lozku i ogladalem telewizje okolo godz 19 i siedzial ze mna wlasnie ten moj pies. W pewnej chwili gdy przelaczylem kanal i glosnosc mi sie rozregulowala pies zerwal sie i pobiegl do pokoju obok szczekajac na firanke w oknie. szczekal tak 15 min stojac na podlodze co wyklucza mozliwosc ze kogos zauwazyl za oknem. Patrzyl sie w ta firanke i szczekal. Niezawrocilem duzej uwagi na to zdarzenie.

Chwile pozniej wrocila moja mama z pracy i zaczela mnie ochrzaniac ze minela wlasnie dzisiaj 21 rocznica smierci jej brata a nieposzedlem na grob. dodam ze nigdy o nim nieslyszalem i zaczelem z mama rozmowe. okazalo sie ze wujek powiesil sie w piwnicy tego samego bloku. piwnica znajduje sie centralnie pod oknem pokoiku w ktorym szczekal na firanke moj pies....

Dodał: Edek Jeż

1 2 3 4 5
Ocena: 4.59/5 Komentarze (15) 2010-11-10

Kaczuszka

Jak bylem w Polsce pracowałem w Firmie kurierskiej. No i jak każdy kurier rozwoziłem paczki, do księgarni Sw.Antoniego-Księgarnia religijna, Tam miałem przez 2 miesiące, kilka razy paczę tylko do nich. Za pierwszym razem Ptak narobił mi na głowę,Za drugim razem znalazłem tak 20 zł pod drzwiami, później za trzecim razem czekałem jakiś godzinę na otwarcie bo bylem za szybko. No i przysiadłem sobie na schodach i siedzę, po kilkunastu minutach słyszę jak coś spada ogladam sie i patrze na środku chodnik.leży mała kaczuszka :) Tylko skąd ona sie tam wzięła? Żadnych drzew nic tylko jeden blok... Podszedłem do niej, potrze nie zyje, wziąłem ja i położyłem ja na trawie żeby jej nikt nie zdeptał. I usiadłem dalej na schodach i czekałem, I jakoś sie oglądam w druga stronę i patrze a ta kaczuszka ożyła. I maszeruje do mnie, poszedłem do warzywniaka wziąłem kartonik i siedziałem z ta kaczka, później zdecydowałem ze nie mogę jej zabrać. Niedaleko byl weterynarz, poszedłem tam ja zaniosłem, i te 20 zl co znalazłem musiałem zapłacić weterynarzowi za opiekę. hehe Takie to mile zdarzenie...

Dodał: maciek

1 2 3 4 5
Ocena: 4.59/5 Komentarze (1) 2012-07-22

Ubaw w markecie

Wybralam sie kiedys moja mama do sklepu. Wchodzimy i rozgladamy sie za towarem. Przechodzimy na dzial warzyw, a tam stoi gostek z telefonem przy uchu i glosno rozmawia
- "pomidory po 2,50,
- cebula po zlotowce, co ty wlasciwie potrzebujesz do tej salatki?
a ten proszek to jaki kupic? ale taki 3 czy 5 kilowy?...
i tak nawijal ze swoja prawdopodobnie malzonka przez jakies 15 minut. My z mama stalysmy obok robiac wrazenie, ze zastanawiamy sie nad zakupami i plakalysmy ze smiechu. W koncu gosc nie wytrzymal i wygarnal do sluchawki
-"wiesz co? sama sobie przyjdz i kup co chcesz, bo wygladam jak balwan w tym sklepie, ludzie sie juz ze mnie smieja i wcale sie im nie dziwie!!!" po czym sie rozlaczyl i pokierowal do wyjscia, przechodzac obok nas tylko sie usmiechnal ;]

Mysle, ze dobrze, ze inni ludzie czasem moga wplynac na nasze decyzje i nasze zachowanie, tylko co tego faceta czekalo po powrocie do domu?? :D

Dodał: Ja

1 2 3 4 5
Ocena: 4.6/5 Komentarze (7) 2009-11-28

sztachety

Historia owa wydarzyła się 3 lata temu, tj. roku pańskiego 2005 w okresie wakacji w małej wiosce pod Ostrzeszowem – Zawadach. Zostaliśmy zaproszeni razem z kumplami na ognisko do Her Gajowego. Owa okolica słynęła z nieprzyjaznych gospodarzy, ale nieprzerażeni tym faktem ruszyliśmy w poszukiwaniu miejsca na owe ognisko, w końcu znaleźliśmy upragnione miejsce na skraju dwóch wiosek Zawady/Skrzynki. Do godziny 23.00 wszystko przebiegało okej, picie, zabawa, śmiechy-chihy, około godziny 24.00 zaczęły się schodzić miejscowe typki, przez parę chwil wydawało się być miło, pogadaliśmy trochę choć ich iloraz inteligencji nie był wyższy niż rezusa madagaskarskiego. Po jakimś czasie ja (krzaku) wraz z brydżerem postanowiliśmy się udać na zasłużony spoczynek, do kolegi gajowego, spotkała nas smutna informacja, gdyż musieliśmy spać w oborze…

Około godziny 1.00 dostajemy sms-a – „chodźcie szybko bo nas biją”. Nie zwlekaliśmy długo i wybiegliśmy wraz z brydżeram zerwani z błogiego letargu wprost w stronę ogniska…

Ubiegliśmy jakieś 200 m gdy naprzeciw nas ukazały się sylwetki naszych znajomych,, którzy już z daleka krzyczeli do nas – „biją nas skur*wiele”… po krótkiej konwersacji wywnioskowaliśmy, że dobrze nie jest. Postanowiliśmy, a w zasadzie rachu postanowił, że weźmiemy odwet na typach… u miejscowego sołtysa, płot zdobiły, na wskroś okazałe sztachety, stały się one naszym celem, brydżer i rachu wyrwali po 1,5 m sztachecie, i wszyscy ruszyliśmy spuścic łomot, miejscowym najeźdźcom… nagle spotkaliśmy na swojej drodze owych typków… nasi chłopcy mocno zdeterminowani wystartowali do owych niedorozwojów, jednak tamci mieli silne argumenty: „eeee gdzie wy na nas ze sztachetami”… nasi wyrozumiali i spacyfikowani totalnie, postanowili odłożyć nasz jedyny argument czyli sztachety… akcja przybrała tak nieoczekiwany bieg, że sami do końca nie wiedzieliśmy co się stało, owe niedorozwoje (szkoła zawodowa/roszczep wargi) podniosły sztachety i rzuciły się na nas. Wtedy już wiedzieliśmy, że jesteśmy przegrani, rachu wdał się jeszcze w walkę w parterze. Brydżer oberwawszy w noge zacząl spier*dalać równo z nami… w międzyczasie wojpol zaplanował nam drogę ucieczki, okazał się doskonałym strategiem, bo szybciej pokazał niż my zdarzyliśmy pomyśleć… cały piaskowy plan skończył się naszym 15 minutowym pobycie w miejscowym życie, które okazało się naszym jedynym schronieniem przed oprychami….

Choć minęły 3 lata dochodzą nas słuchy, że nadal jesteśmy na celowniku owych typów… Morał z tego prosty, nigdy nie oddawaj swojego karabinu na wojnie przeciwnikowi, bo może go użyć przeciwko tobie…

Dodał: Krzaku

1 2 3 4 5
Ocena: 4.61/5 Komentarze (12) 2008-08-27

Niewinna starsza pani

Kiedyś moja znajoma Ania, jechała autobusem z Kępna do Wrocławia. Siedziała na ostatnim siedzeniu na środku, więc przed nią był tylko korytarz autobusowy. Na kolanach trzymała otwartą torebkę, bo przed chwilę coś w niej szukała.

W pewnym momencie autobus gwałtownie zahamował i torebka spadła na podłogę a jej zawartość wysypała się. Ania powoli wszystko pozbierała i sprawdziła czy niczego nie brakuje. Niestety brakowało telefonu. Sprawdziła jeszcze czy nie ma go w kieszeniach i zerknęła jeszcze raz na podłogę, ale niestety nigdzie go nie było. Jednak była pewna, że miała go przy sobie.

Postanowiła zgłosić sprawę kierowcy. Ten zatrzymał autokar i poprosił pasażerów, aby się rozejrzeli czy nie leży przy nich telefon. Przecież musi gdzieś być, bo nikt w tym czasie nie wysiadał. Niestety nikt telefonu nie znalazł. Jedna z pasażerek zaproponowała Ani, aby ta podała swój numer, to ona zadzwoni ze swojego telefonu i będzie łatwiej zlokalizować telefon. I tak zrobiły.

Nagle w autobusie słychać było dźwięk telefonu. Wydobywał się on z torebki starszej pani, która podróżowała wraz ze swoim mężem. Kobieta zmuszona przez kierowcę otworzyła torebkę i okazało się, że ma tam ów zagubiony telefon. Oburzony kierowca powiedział, że to kradzież i ma prawno zadzwonić na policję i wyprosić ową parę z autobusu. Kobieta nie wykazała żadnej skruchy, wręcz powiedziała, że kierowca nie może jej oskarżać, bo nie wydał jej grosza przy kupnie biletu.

Dodał: monia

1 2 3 4 5
Ocena: 4.61/5 Komentarze (5) 2011-02-17