Najświeższe historyjki

elegantka

moja kolezanka opowiedziała mi co przytrafiło sie jej mamie.mama wybierała sie na kontrolne badania do ginekologa,wiec poszła sie oczywiscie umyc a przy okazji troche psiknac we wiadome miejsce dezodorantem zeby pachniec.pan doktor kazał sie jej rozebrac i usiasc na kozetke,kiedy do niej podszedł usmiechnał sie pod nosem i stwierdził;ale sie pani wystroiła;potem ja zbadał kazał sie ubrac przepisał co nalezy i wyznaczył nastepny termin wizyty . po powrocie do domu mama opowiedziała mojej kolezance o wizycie i o tym ze doktor tak jakos dziwnie sie smiał.moja kolezanka byla troche zdziwiona no bo niby z czego moze smiac sie ginekolog podczas badania ale po chwili pyta swoja mame ;a jakim to ty sie dezodorantem psikałas ;a on na to ;tym co stał na szafce;moja kolezanka nie mogła opanowac smiechu kiedy sie troche uspokoiła wyjasniła swojej mamie z czego smiał sie lekarz; na szafce stał nie dezodorant ale lakier do włosow z brokatem.wcale sie mu nie dziwie to musiało super wygladac......

Dodał: ola

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (19) 2009-02-14

Nowy sweter

Miałem w technikum nauczyciela, który zawsze chodził w tym samym swetrze. Sweter elegancki, szary z czarnym paskiem na piersi. Wielkie było nasz zdziwienie jak pewnego razu profesor przyszedł w innym swetrze, podobnym do tamtego ale bez czarnego paska. Gdy profesor wstał do tablicy okazało się, że ten nowy sweterek ma pasek na plecach :)

Dodał: goliat

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (6) 2009-02-08

Nowe życie, czy na pewno lepsze?

Rozstaliśmy się, na początku trochę popłakałam, ale później mi przeszło, ponieważ...On nie był już człowiekiem, którego kochałam, nie rozumiałam go, a on nie rozumiał mnie. Zostawił mnie tuż przed świętami, zostawiłam mu prezent pod choinka i odeszłam. Niestety na tym się nie zakończyło...Żyłam normalnie, miałam 19 lat, klasa maturalna, studniówka, wiadomo. Miałam wielkie plany, po maturze chciałam wyjechać, zacząć życie od nowa, może w innym mieście, może w innym kraju, to nie było istotne, wyjechać jak najdalej. Niestety sprawy się trochę skomplikowały. Okazało się, że jestem w ciąży. Jestem w ciąży z mężczyzną, który mnie nie chce, to najbardziej bolało. jeżeli nie chciał mnie, na pewno będzie pragnął, żebym zrobiła skrobankę. Nigdy w zyciu bym się na coś takiego nie zdecydowała, więc postanowiłam mu nic nie mówić. Nikomu nie powiedziałam, nawet najbliższym przyjaciółką. Postawiłam wszystko na jedna kartę, zaryzykowałam. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że kochalam Jacka, nie wyobrażałam sobie u mego boku innego mężczyzny. Ale on nie chciał mnie, a tym bardziej naszego dziecka. Zawsze pragnęłam, żeby moje dzieci miały to wszystko czego mi brakowało.

Byłam młoda i głupia, koleżanka z klasy wciągnęła mnie w złe towarzystwo, narkotyki, imprezy, alkohol. Na jednej z tych imprez poznałam mojego przyszłego, hm kochanka? to chyba trafne okreslenie...Szalał na moim punkcie, był ode mnie sporo starszy, 27 lat. Nie czułam tej różnicy wieku między nami, swietnie się dogadywaliśmy, chyba się w nim zakochałam. Potem pojawił się Jacek i tak się skończyło, nasz kontakt się urwał. Postaowiłam do niego zadzwonić, przyjechał natychmiast. Artur pragnął dzieci lecz nie mógł ich już mieć. obiecał, że się mną zaopiekuje, jeżeli pozwolę mu wychowywać swoje dziecko, jakby było nasz, moje i jego. Zgodziłam się. zabrałam ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechałam, zostawiając wszystko, po prostu uciekłam, do końca szkoły zostały mi zaledwie trzy miesiace. zaryzykowałam.

dziś nie żałuję, że tak postąpiłam. Skończyłam studia prawnicze, mam piękną córkę Anastazję, kochającego męża Artura. Rodzice, znajomi i Jacek szukali mnie. Jacek podejrzewał, że mogę u niego siedzieć, ale nigdy nas nie zastali w domu, bo polecielismy na jakis czas na Seszele. Po trzech latach odwiedziłam rodziców, wiedziałam, że to będzie dla nich szok, ale chciałam, żeby byli ze mnnie dumni, dumni, że coś w życiu osiągęłam. Przeszłam kilka operacji plastycznych, zmieniłam swój wygląd diametralnie. Tak żeby mnie nikt nie poznał, bo mieszkałam zaledwie 50 km od swojego rodzinnego miasta. Jacek znalazl mnie na portalu nk, mnie i Anastazję, chciał się spotkac. Spotkaliśmy się, odnowilismy naszą znajomośc, ale tylko na stopie kolezeńskiej. nadal mieszkał z siostrą. Zaprosił mnie do siebie, byłam akurat z Aną, ale postanowiłam podjechać na kawę. Obawiałam się tego spotkania, ale przecież tylko ja i Artur znaliśmy prawdę. To był błąd. Poszłam przygotować kawe z jego siostra, a on został z Ana, jak weszłyśmy do salonu, trzymał mała na rękach, Monika upuściła filiżankę, podobienstwo było tak uderzające, że nikt nie miałby watpliwości. Przyznałam się, wyznałam mu prawdę po tylu latach, nie chcę mieszać w główce Anastazji, Artur ją kocha, jest jego małą królewną, nie wiem co dalej będzie. Na własne życzenie namieszałam w swoim życiu, w naszym życiu

Dodał: carmen

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (18) 2009-02-07

Miska psa

Stałam przy zlewie i zmywałam naczynia, w pewnym momencie pomyślałam, że umyję miskę mojemu psu, więc odwróciłam się i mówię do 6-letniego syna:"Podaj miskę psa". A on na to ze śmiertelną powagą: "A co to jest skeps"?

Dodał: Gośka1981

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (7) 2009-01-20

zmartwychstanie

Historię tę usłyszałam od mojego znajomego, któremu z kolei opowiedział ją jego kolega. W pewnej wiosce gdzieś w Polsce sąsiadowały ze sobą przez płot dwie skłócone rodziny, nazwijmy ich państwo X o raz państwo Y. Konflikt trwał już od wielu lat, a przyczyną był wilczur rodziny X, który nieustannie zagryzał drób tych drugich. Na nic się zdało zamykanie psa w kojcu, i tak zawsze znalazł sposób żeby uciec. Doszło do tego, że sąsiedzi zaczęli składać na siebie doniesienia oraz robic okrutne żarty. Rodzina Y z czasem tez nabyła psa, jednak był to mały kundelek. Pewnego dnia wilczur od państwa X przyniósł coś w pysku. Kiedy okazało się ze ową zdobyczą jest kundel sąsiadów zrobiło się naprawdę gorąca. Nikt nie chciał niepotrzebnego zamieszania i jeszcze gorszej wojny, wiec głowa rodziny wraz z najstarszym synem zakradli się do sąsiadów i przypięli martwego psa do budy. Oficjalna wersją był nieoczekiwany zgon psa. Kilka godzin później na podwórzu Y rozległy się lamenty, płacz i okrzyki. Zaszokowani państwo X zobaczyli całą rodzinę Y klęcząca na podwórzu i modląca się do martwego psa. Na pytanie co się stało, zapłakany ojciec Y odpowiedział "to cud, wczoraj wieczorem pochowaliśmy naszego Małego, a dzisiaj rano on leżał przy budzie. Nasz pies jest wybrańcem Boga, on zmartwychwstał! to cud boży!" Państwo Y po dziś dzień wierzą w cudowne zmartwychwstanie ich kochanego psa, dlatego ciiiii;)

Dodał: LaBella

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (9) 2008-10-24