sztachety

Historia owa wydarzyła się 3 lata temu, tj. roku pańskiego 2005 w okresie wakacji w małej wiosce pod Ostrzeszowem – Zawadach. Zostali¶my zaproszeni razem z kumplami na ognisko do Her Gajowego. Owa okolica słynęła z nieprzyjaznych gospodarzy, ale nieprzerażeni tym faktem ruszyli¶my w poszukiwaniu miejsca na owe ognisko, w końcu znaleĽli¶my upragnione miejsce na skraju dwóch wiosek Zawady/Skrzynki. Do godziny 23.00 wszystko przebiegało okej, picie, zabawa, ¶miechy-chihy, około godziny 24.00 zaczęły się schodzić miejscowe typki, przez parę chwil wydawało się być miło, pogadali¶my trochę choć ich iloraz inteligencji nie był wyższy niż rezusa madagaskarskiego. Po jakim¶ czasie ja (krzaku) wraz z brydżerem postanowili¶my się udać na zasłużony spoczynek, do kolegi gajowego, spotkała nas smutna informacja, gdyż musieli¶my spać w oborze…

Około godziny 1.00 dostajemy sms-a – „chodĽcie szybko bo nas bij±”. Nie zwlekali¶my długo i wybiegli¶my wraz z brydżeram zerwani z błogiego letargu wprost w stronę ogniska…

Ubiegli¶my jakie¶ 200 m gdy naprzeciw nas ukazały się sylwetki naszych znajomych,, którzy już z daleka krzyczeli do nas – „bij± nas skur*wiele”… po krótkiej konwersacji wywnioskowali¶my, że dobrze nie jest. Postanowili¶my, a w zasadzie rachu postanowił, że weĽmiemy odwet na typach… u miejscowego sołtysa, płot zdobiły, na wskro¶ okazałe sztachety, stały się one naszym celem, brydżer i rachu wyrwali po 1,5 m sztachecie, i wszyscy ruszyli¶my spu¶cic łomot, miejscowym najeĽdĽcom… nagle spotkali¶my na swojej drodze owych typków… nasi chłopcy mocno zdeterminowani wystartowali do owych niedorozwojów, jednak tamci mieli silne argumenty: „eeee gdzie wy na nas ze sztachetami”… nasi wyrozumiali i spacyfikowani totalnie, postanowili odłożyć nasz jedyny argument czyli sztachety… akcja przybrała tak nieoczekiwany bieg, że sami do końca nie wiedzieli¶my co się stało, owe niedorozwoje (szkoła zawodowa/roszczep wargi) podniosły sztachety i rzuciły się na nas. Wtedy już wiedzieli¶my, że jeste¶my przegrani, rachu wdał się jeszcze w walkę w parterze. Brydżer oberwawszy w noge zacz±l spier*dalać równo z nami… w międzyczasie wojpol zaplanował nam drogę ucieczki, okazał się doskonałym strategiem, bo szybciej pokazał niż my zdarzyli¶my pomy¶leć… cały piaskowy plan skończył się naszym 15 minutowym pobycie w miejscowym życie, które okazało się naszym jedynym schronieniem przed oprychami….

Choć minęły 3 lata dochodz± nas słuchy, że nadal jeste¶my na celowniku owych typów… Morał z tego prosty, nigdy nie oddawaj swojego karabinu na wojnie przeciwnikowi, bo może go użyć przeciwko tobie…

Dodał: Krzaku

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (12) 2008-08-27