Najświeższe historyjki

Historyjki z MPK

Koleżanka była niegdyś świadkiem takiego zdarzenia: Niedługo po tym, gdy krakowskie MPK wprowadziło do swoich pojazdów automatyczne kasowniki, do stolicy Małopolski przyjechała babina od kilku miesięcy widocznie nie bywająca w mieście. Wsiadła, bidula, do tramwaju, bilet zakupiony w kiosku dzierży w ręce, a przy kasowniku rączki ani rusz! Wyoglądała to urządzenie na wszystkie strony i na koniec poszła po rozum do głowy. "Panowie - zwróciła się do stojącej obok grupy studentów - a jakże się teraz toto obsługuje?" "Normalnie - studenci mrugnęli do siebie - wkłada pani bilet w tę szparę, tylko trzeba powiedzieć dokąd się jedzie." Kobita schyliła się nad kasownikiem, wsunęła bilet w szczelinę i zakomunikowała: "JUBILAT" :D Inna historia. Mam przyjaciółkę, krakuskę z urodzenia. Niestety, jest anty techniczna i każde nowe urządzenie rozpracowuje z pieczołowitością sapera rozbrajającego bombę trotylową. Otóż kiedy do tramwajów wprowadzono automaty biletowe, postanowiła również i ona skorzystać z dobrodziejstwa techniki i zakupić tam bilet ulgowy. Wsiadła zatem w tramwaj niskopodłogowy (jako pierwsze posiadały automaty), wydłubała z portmonetki 10-cio i 20-groszówki i zaczęła wpychać w wiadomą szczelinę. Wpycha, wpycha, wpycha... wreszcie ostatnie 20 groszy zablokowało się i za nic w świecie nie chciało wpaść do maszyny. Tymczasem jakiś pasażer za nią zdradzał coraz głośniejsze objawy wesołości. I kiedy przyjaciółka, nie mogąc uporać się z ostatnią monetą, zaklęła pod nosem, facet nie wytrzymał i z trudem łapiąc oddech oznajmił: "Proszę pani, to jest KASOWNIK. AUTOMAT jest TAM." ...Chciałabym móc widzieć miny chłopców z empeku, jak wieczorem usuwają w zajezdni przyczynę blokady kasownika. BEZCENNE :D Początek lat '90, połowa grudnia, na ulicach częściowe roztopy. Do średnio przepełnionego tramwaju wsiada para meneli, dobrze "wczorajszych". On natychmiast opada tyłkiem na jedyne wolne miejsce, ona zaś staje obok i chwyta się rurki. Tramwaj rusza, a pani menelica, niezgorzej ululana, kiwa się bezwładnie na obie strony, odchyla się na zakrętach, telepie na zwrotnicach. Na koniec jej kompan zaintrygowany tymi podrygami zadaje pytanie: "Coo ty rooobisz?" Na to ona: "Myyślę." W tym momencie pojazd wszedł w długi zakręt, pańcia puściła rurkę i pizg! na zabłoconą podłogę. Menel patrzy, patrzy i komentuje: "Aleś wymyśliiła!"

Dodał: dixi

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (0) 2012-03-08

Co potrafią tuptusie

W latach '80 mieszkaliśmy wraz z dziadkami w parterowym domu, który - choć murowany - posiadał drewniane stropy. Stragarze wpuszczone były między dwie warstwy desek, z których dolne były, rzecz jasna, otynkowane, a górne - od strony strychu - dość niechlujnie pozbijane. Całość tworzyła niezgorsze pudło rezonansowe, więc ilekroć ktoś chodził po strychu - w całym domu rozlegało się wyraźne człapanie. Razu pewnego, latem, kiedy akurat mieliśmy malowanie, siostra mamy mieszkająca w innym mieście, przyjechała, jak zwykle, na weekend. A jako że w kwestii czystości była niezwykle pedantyczna, wpadła na pomysł, że wypierze babci dywan. Wytaszczyła więc rzeczony dywan na podwórko i z pomocą węża ogrodowego i szczotki sprawiła mu niezłą łaźnię. Potem wspólnymi siłami wytargałyśmy ociekającego wodą nieszczęśnika na trzepak, gdzie sechł pomalutku w upale. Wieczorkiem jednak pogoda się zepsuła. Nadciągała tęga burza i dywanowi, już nieźle przeschniętemu, groził powtórny potop. - Choć, ciotka - zwróciła się ciocia do mojej mamy (od dawna tytułowały się per "ciotka") - wyniesiemy ten dywan na strych. Propozycja została przyjęta, dywan zrolowany i zataszczony na górę. Jednak strych - jak większość strychów - nie był czysty i moja matka postanowiła wyręczyć siostrę w zawieszaniu. - Ty, ciotka, nie wchodź. Ja mam tu takie buty TUPTUSIE - zagaiła, mając na myśli stare drewniaki specjalne przeznaczone do chodzenia po strychu. Po czym obuła się w rzeczone "tuptusie" i z dywanem na wyciągniętych rękach poczłapała w kierunku sznurka do bielizny, na tyle mocnego, że mógł utrzymać taki ciężar. Ale, jak wspomniałam, deski były kiepsko pozbijane... I stało się. "Tuptuś" zawadził o jakąś niedoskonałość materiału i moja rodzicielka z impetem kobiety 80-kilowej jebudup! poleciała na dechy. Łomot uczynił się jak nie wiedzieć co (chociaż dywanu, skubana, nie upuściła), a na efekty nie trzeba było zbyt długo czekać. Ciotka ze śmiechu natychmiast się posikała. Malarz, który w pokoju właśnie wszedł na drabinę, wypuścił z rąk całe wiadro emulsji dopiero co rozrobionej. A babcia w kuchni zinterpretowała odgłos jako "o, ktoś puka" i przez jakąś minutę wydzierała się "Proszę wejść, kto tam, proszę..."

Dodał: dixi

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (0) 2012-03-08

Przedszkole

Kiedy miałam 4-5-6 lat,kiedy chodziłam jeszcze do przedszkola,pięciu dziewczynom podobał się ten sam chłopak. Wspólną siłą zaciągnęłyśmy go do łazienki i ustawiłyśmy pod ścianą. Kiedy dwie dziewczyny trzymały go,aby nie uciekł,pozostałe trzy całowały się z nim. Było to śmieszne zdarzenie,a wiecie co było z tego najlepsze? - Pani niczego nie zauważyła...

Dodał: KateCool2001

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (0) 2012-02-28

Para duchów w lesie

Zabrałem wieczorem dziewczynę na przejażdżkę po lesie na moim enduro. Zatrzymaliśmy się na pewnym wzgórzu aby posiedzieć i pooglądać widoki jak rozpozciera sie las. Był środek lata więc ściemniało sie po 22 a że było bardzo ciepł siedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas. Jak juz sie kompletnie ściemniło bylo godzina po 23 zauwazyłem ze coś w głębi lasu stoi a okazało się ze to jakieś dwie postacie stojące postac kobiety i mężczyzny który nawoływał machając ręką. Włosy mi dęba staneły. Nie mogłem odpalić motocyklu więc musiałem na sprzęgle zjechać z tej góry. Włosy miałem tak najezone ze kask nie dotykał mi głowy. Te duchy miały stary motocykl który stał bez stopki prosto. Kiedy moj wujek sie o tym dowiedzial zabrał mnie w to miejsce i zabrał również wykrywacz metali. W tym miejscu odkopał mieszek z 24 srebrnymi monetami z 1948 r.

Dodał: Delgado

1 2 3 4 5
Ocena: 4.51/5 Komentarze (1) 2012-02-18

fdfd

fdffdf

Dodał: fdfd

1 2 3 4 5
Ocena: 5/5 Komentarze (0) 2012-02-18