Najświeższe historyjki

Skarb

Historia autentyczna z przed wielu lat. Tak czytam wasze wiec postanowilem dodac i swoja. Mialem wtedy okolo 9 lat i wracalem z kolegami do domu po lekcjach. Ledwie wyszlismy ze szkoly kiedy zobaczylismy ze pod szkole podjezdza bialy mercedes (na tamte czasy bryka z kosmosu). Z chlopakami nie moglismy wyjsc z podziwu.. Po chwili z samochodu wysiada starsza pani (okolo 60 lat) obwieszona w koralach, bizuterii roznego rodzaju oraz w futrze! - Pomijajac fakt iz byl lipiec. "Chlopcy!" Krzyknela.. Patrzymy sie na siebie z lekkim niedowierzaniem poczym z niepewnoscia podchodzimy do starszej pani. - Slucham? Powiedzial jeden z kolegow. - Nie chcialby ktorys z was zarobic 100zl? Odpowiedziala starsza pani. - Nieee, niee.. - Mowi kazdy z nich powoli sie rozchodzac (wystraszeni troche byli).. Ale zaraz! Sa wakacje a ja, chlopak pochodzacy z normalnej rodziny 100zl na oczy nie widzialem.. - Mowiac w przenosni oczywiscie. W kazdym razie napalilem sie na ta kase! - A ja chce.. Powiedzialem. - To wsiadaj.. I w tym momencie szok.. Glupie mysli w glowie 9 latka, nie wiadomo przeciez o co tej babie chodzi.. No ale ok. Wsiadam. Co mi moze 60 letnia babcia zrobic.. Jechalismy okolo 20-30 minut a gdy zapytalem czy daleko jeszcze pani odpowiedziala zebym byl spokojny i upewniala ze odwiezie mnie do domu.. Dojechalismy w koncu.. W kolo las i nic poza tym. Mysle SUPER.. Znowu glupie mysli.. Zabije mnie i zakopie. Co najlepsze babeczka wyciaga z samochodu lopate poczym mi ja podaje i mowi. - Chodz, nie boj sie.. Mysle sobie ok.. W razie gdyby cos sie dzialo to szybko biegam, nie zlapie mnie babcia.. Szlismy okolo 10 minut, nagle babcia zatrzymala sie kolo starego drzewa i odlicza kroki. Mysle sobie ze albo mi, albo babie odbilo.. - Kop tu i zarobisz swoje 100zl. Powiedziala. Nic sie nie odezwalem bo sytuacja i tak wygladala mi na glupia, zaczalem kopac.. Po 15 mimutach kopania i pocenia sie w 30 stopniowym upale natrafiam na cos twardego.. Sam nie dowierzam. K*wa skarb wykopalem autentycznie czy jak...? Wyciagamy skrzynke na powierzchnie z wcale nie takiego glebokiego dolka. - Otworz. Rzekla. No wiec bez slow, lapie za wieko i probujac otworzyc skrzynke ciagne.. I ciagne.. I ciagne coraz mocniej.. I w tym momencie dobrze ze sie obudzilem bo bym sobie jaja urwal :) Dzieki za uwage i pozdrawiam!

Dodał: Daniel

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (0) 2015-11-12

Zemsta na chłopaku

Pewnego razu Wiktoria postanowiła się zemścić na swoim chłopaku, za to że ciągle grał na komputerze. Kupiła linę i pasy na ciało (te do zabezpiecznia przed upadkiem z wysokości), kajdanki i różne kobiece rzeczy. Zaproponowała mu piwo. Wsypała tam środek nasenny i podała go mu. Umalowała i ubrała go jak dziewczyna, zawiesiła go na suficie i skuła ręce kajdankami od pleców. Kiedy się obudził Wiktoria załączyła swoją prezentację na komputerze i wtedy zrozumiał swój błąd i zgodził się na miesięczną zemstę. A była ona taka : nie myła go, karmiła go własnoręcznie, kupiła sztuczną waginę i połączyła penisa do odbytu, opróżniał się do wiadra i co tydzień zapraszała wszystkie swoje koleżanki na imprezę i zawiązywała mu oczy (gdy była impreza). Robiła mu codziennie zdjęcie. Na koniec kary umyła go i wyszła z nim na do jego kolegów. Oni nie zorientowali. Zrozumiał swój błąd i grał coraz żadziej. Bardzo spodobała mu się ta zemsta i powtórzył ją jeszcze raz, ale specjalnie. Ale tym razem Wiktoria kupiła twardo-silikonowe ciało kobiety i nie mógł się ruszać. Zawiozła go do nocnego klubu i zawiązała mu oczy. Wszyscy bawili się dobrze. Koniec. Kto chciałby przeżyć coś takiego ?

Dodał: miszier

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (1) 2015-11-08

Przegryw życia

Chyba przegrałam życie. Tak, zdecydowanie. Przynajmniej na okres kilku miesięcy. Do czasu kiedy wszyscy zapomną. Ja, kiedyś grzeczna, ułożona uczennica, dziś już mniej. Bardziej typ imprezowiczki, dziewczyny lubiące wypić, zapalić...poszaleć. Miasto w którym mieszkam do dużych nie należy, mamy trzy kluby do których chcąc nie chcąc zazwyczaj i tak trafiamy ze znajomymi pod wpływem większego czy mniejszego upojenia alkoholowego. Dlaczego? Bo jest zimno, bo nudno, bo ktoś ma ochotę potańczyć, bo nasze nogi przystosowane są do tego,żeby pod wpływem alkoholu prowadzić nas tylko tam. Kluby pierwszej jakości nie są. Pech chciał, że tego wieczoru dolne kończyny w ogóle nie miały połączenia z mózgiem i zdecydowały iść do najgorszego z nich. Tak więc, stało się. Wchodzimy lekko wstawieni. Kierunek bar. Drink za drinkiem. Bo no kto biednemu zabroni bogato żyć. Tanczymy, pijemy i tak do rana. Koniec. Nie wiem już nic.Przychodzi poranek. Zaczynam przypominać sobie minioną noc. Dzwonię do znajomych. Mało co kto pamięta. Składamy wszystko w jedną całość. Tak! Przesadziliśmy. Cały wieczór chodziliśmy i Szukaliśmy po znajomych " czegoś mocniejszego".... Jeden z kolegów zwrócił wypite drinki w miejscu w którym je kupował. Mało co nie oberwalo się biednej barmance. Jedna z moich towarzyszek o mało co nie została rozeptana, leżąc na parkiecie i blagajac, aby włączyli jej jakąś denna piosenkę disco polo. Ja, mistrz opanowania i jedyny jak mi się wydawało trzeźwy umysł kleczalam przy niej prosząc, żeby dała spokój. Podobno rozmawiałam że swoim byłym. Osobą, która zawsze była dla mnie dobra i cenila mnie za wspaniały silny charakter, dzięki któremu nigdy nie brałam Żadnych narkotyków mimo wpływow środowiska, tak w sobotę blagalam go, żeby załatwił mi coś co "wystrzeli mnie w kosmos"! Pamiętam! Nie to co mu mówiłam, ale jego smutny i zdziwiony wyraz twarzy. Zjechalam po ścianie, kiedy paliłam fajkę. Kumple wdali się w bojke. Silne, niezależne kobiety chciały pomoc... Co w rezultacie Skończyło się wyniesiem nas z klubu, nie dane nam było nawet dokończyć drinków. Ba! Całe sukienki w wodce. Powrót do domu... Oczywiście pieszo. Bo przecież jesteśmy w stanie. Nie, nie byliśmy. Nie obyło się bez skreconej kostki i rozwalonej głowy. Często nasze libacje wkraczaly na zły tor, zaniki pamięci, zgony, ale chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak ponizona po imprezie. Jak na złość byli sami znajomi. Wszyscy piszą, dzwonią, pytają... A ja? Ja nie pamiętam! Chyba muszę zniknąć z mojego miasta. Wyjadę gdzieś do Rumunii.. Alkohol to zło. Boże dziękuję Ci za tak mała ilość pieniędzy bo inaczej nie wiem czy obudzilabym się u siebie w domu i czy nadal mogłabym cieszyć się z posiadania wszystkich narządów wewnętrznych. Bo pić trzeba umieć...

Dodał: Kopfhoch

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (0) 2015-11-02

Samo życie

Szpitalna doba. Jest godzina piąta czterdzieści pięć. Odgłos drewniaków na szpitalny korytarzu, uświadomił mi że przyszła ranna zmiana .Zaraz zacznie się - pomyślałam. Słyszę odgłos ze słoiczka, to termometry w zalewie jeden do dziesięciu. Jeden to spirytus, reszta to woda. Z hukiem otwierają się drzwi do sali. Teraz wstęp do przesłuchania. Światła prosto w oczy, dostaję termometr, wkładam go pod pachę i zasypiam. Budzi mnie pielęgniarka. Z przerażeniem stwierdzam, że termometr podczas snu wypadł na poduszkę. -O ! takie osłabienie? 35 stopni, mówiąc to pielęgniarka wpisała zapis temperatury do karty przy łóżku. Bałam się powiedzieć, co jest powodem mojego osłabienia. - Dobrze się spało? - Tak - odpowiedziałam. A co! miałam jej powiedzieć, że nie zmrużyłam oka, bo obok w dyżurce radio grało na ful. - Stolec był? Padło magiczne pytanie. - Był! Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Przesłuchanie zakończyło się o szóstej trzydzieści. Co tu robić? Idę pod prysznic, o tej porze nie będzie tłoku. Na korytarzu mijam mojego „ulubionego pacjenta” z męskiego oddziału. Wstrzymuję oddech, bo wiem co teraz nastąpi. Starszy pan prawie każdego dnia głośno się odpowietrza. Poszła salwa!!! Jestem wściekła, niewyspana, boli mnie głowa. Nie daruję mu tego! Własnym ciałem zagrodziłam drzwi do toalety. - Przepraszam, czy mógłby pan te wiatry puszczać w toalecie? zapytałam grzecznie. - Co? spojrzał na mnie, jak na idiotkę - Proszę tylko ,żeby pan wiatry puszczał w toalecie a nie na korytarzu. - Co? Zagotowałam, krew uderzyła mi do głowy. Nachyliłam się nad nim i wrzasnęłam prosto do ucha. - Czy mógłby pan puszczać bąki w toalecie, bo odbiera pan apetyt wszystkim pacjentom. Trochę kultury – dodałam. Nie musimy codziennie być witani salwą z pana armaty – wypaliłam. Spojrzał na mnie zdziwiony i wskazującym palcem stuknął się w czoło. - Wariatka! Krzyknął – ja mam się wstrzymywać, żeby mi żyłka strzeliła? Po tych gorzkich słowach zniknął z pola widzenia. Może byłam za ostra? Wyrzuty sumienia męczyły mnie jeszcze jakiś czas. Po porannej toalecie wróciłam do sali. Teraz ścielenie lóżka i oczekiwanie na obchód. Ale moje jelita upomniały się o śniadanko. Jest śniadanko! Salowa podjechała metalowym wózkiem pod salę. - Chodzące, same sobie biorą śniadanie - usłyszałam To pewnie do mnie – pomyślałam i ruszyłam do wózka Salowa nalała mi kawy do kubka ? To coś przypominało wymoczoną ścierkę od podłogi - Nie ma herbaty? Zapytałam nieśmiało - Nie ma! Usłyszałam wyczerpującą odpowiedź. Zabrałam pyszną kawę i talerzyk ze śniadaniem. Poezja!!! Trzy kromki weki cieniutkie jak szkło, naparstek dżemu, który rozlał się po całej powierzchni talerzyka pokrywając dwa plastry mielonki Tyrolskiej, tak cienkie że trudno było je odkleić od dna. Usiadłam na łóżku i z wielkim namaszczeniem spożywałam oczekiwane śniadanie. Pychota! Mielonka okraszona dżemem i kawusia. Nie jest źle – dodawałam sobie otuchy niedługo obiadek, a potem wizyta rodzinki. Po pysznym śniadanku sprawdziłam pocztę, odpisałam z podziękowaniami do tych co trzymają za mnie kciuki. Czas na obchód, który trwał jak mgnienie oka. Potem kilka rutynowych badań. Spacerowałam sobie w szlafroczku po ulicy, hi, hi, gdybym tak wyszła u siebie na osiedlu!! Teraz chwilka na książkę, ale tylko chwilka!! Właśnie przywieźli nową pacjentkę. Starsza mocno pobudzona pani, szczypała sanitariusza po rękach i próbowała go nawet ugryźć.. Krzyczała na cały głos – nie chcę tu zostać! Ratunku!! Pielęgniarka podała jej zastrzyk na uspokojenie i biedulka usnęła jak dziecko. Noc była koszmarna! Babcia obudziła się i dała niezły koncert. Rano odgłos drewniaków, termometry, magiczne pytanie i pyszne śniadanko. Buu, chcę do domku!

Dodał: wanda

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (0) 2015-10-12

Realistyczny kawał o blondynce

Historia prawdziwa!! Stałam ze znajomymi i rozmawialiśmy o siłowni itd. Jeden ze znajomych był dość duży, a nawet baaardzo duży, stała kolo niego szczupła blondynka, nagle kolega zapytał się puszystego chłopaka-"A Ty ile masz w łapie?" on na to - "50kg, haha" a na to blondynka-"jemy, ważę mniej niż jego ręka".

Dodał: Kwiatek

1 2 3 4 5
Ocena: 0/5 Komentarze (0) 2015-10-05